(Archiwalna rozmowa z Agnieszką Piekarz, która ukazała się w Brzeskim Magazynie Informacyjnym w styczniu 2026 r.)
Inny poziom wyrażania emocji – rozmowa z Agnieszką Piekarz
Agnieszka Piekarz – wokalistka, aktorka scen muzycznych, autorka tekstów piosenek, scenariuszy, kompozytorka i nauczycielka śpiewu. Brała i wciąż bierze udział w różnorakich przedsięwzięciach muzycznych, a jako instruktorka wprowadza młodych wokalistów w świat dźwięków. Pochodzi z Leszczyny, ale serce oddała Brzesku, a słuchając jej historii trudno nie odnieść wrażenia, że to właśnie muzyka ją tutaj przywiodła.

Rozmawiamy dwa dni przed świątecznym koncertem twoich podopiecznych. Już teraz jesteś z nich dumna?
– Zawsze jestem z nich dumna. Widzę jak się starają, jak walczą ze stresem. Jestem dumna, że od najmłodszych lat chcą „mierzyć” się ze sceną, tworzyć relacje widownią… Niektórzy mówią, że za długie są te nasze programy, ale dla mnie to ważne, żeby każdy dostał szansę i poczuł się doceniony.
A czego ty uczysz się od nich?
– Mój mąż zawsze powtarza, że jak wracam z próby to wydaję się być odmieniona, młodsza. Chyba trochę przejmuję od nich tej energii, poznaję trendy…
Gdy byłaś mała to chciałaś śpiewać czy uczyć śpiewania?
– Chciałam śpiewać. Zdecydowanie. To „uczenie” przyszło dopiero w szkole wokalno-aktorskiej. Fajnie jest patrzeć jak ktoś się rozwija, jak pokonuje swoje bariery i wiedzieć, że ma się w tym swój udział. Ale nie czuję się do końca nauczycielem, jestem muzykiem, który zaraża tą pasją innych. Swoją codzienną pracą chcę powiedzieć „popatrz to nie tylko teoria, to przede wszystkim praktyka i świetna zabawa”.
Ale na koncertach podopiecznych nie odmawiasz sobie śpiewania.
– Tak, zdarza mi się występować z uczniami, choć ostatnio coraz rzadziej. Wcześniej, gdy było ich mniej, to chciałam śpiewać razem z nimi, by pokazać, że robimy to razem. Teraz już nie chcę zabierać im ich czasu. Ale fakt, uwielbiam występować. Trudno byłoby mi bez tego. Scena daje mi energię. Dlatego staram się to robić, choć praca nauczyciela zajmuje większość mojego czasu.
Teraz mała zabawa. Sześć pytań i sześćdziesiąt sekund na odpowiedź. Gotowa?
– Jeżeli to nie będą pytania z matematyki lub chemii to tak!

Da się żyć bez muzyki.
– Nie da się żyć bez muzyki.
Ostatnia płyta której słuchałam bez związku z pracą to…
– Ojej… Nie ma takich płyt, bo nawet jeśli zacznę czegoś słuchać prywatnie i mi się spodoba, to potem i tak wykorzystuję to zawodowo.
– Śpiewać każdy może?
– Nie.
Sanah czy Irena Santor?
– Irena Santor.
Nudzi mnie coroczne kolędowanie na scenie.
– Oczywiście, że nie.
Elvis Presley czy Michael Jackson?
– Trudne. Chyba oboje po trochę.
Beatlesi czy Marcel Kózka?
– Wiadomo, że Marcel!
53 sekundy, gratulacje. Serio nie każdy może śpiewać?
– Co do definicji – jeżeli chodzi o wydobywanie z siebie dźwięków, to każdy. Ale jeśli chodzi o przekazanie emocji, o czystość wykonania itp., to wymagają one pewnych predyspozycji. Ćwiczenia mogą poprawić emisję głosu, kształcenie słuchu, ale np. emocjonalności czy charakteru scenicznego trudno nauczyć. Ktoś musi to po prostu mieć. Ten błysk w oku, talent.
A co robisz, gdy ktoś trafia na zajęcia, a ty po prostu wiesz, że to się nie może udać.
– Wiesz, dla mnie to nie są tylko zajęcia ze śpiewu. To również forma muzykoterapii. Zdarza się, że ktoś tych zajęć po prostu potrzebuje. I nawet jeżeli zdaje sobie sprawę, że nie ma wielkiego talentu, to chce przychodzić. Większy problem jest z występami. Jeżeli ktoś jest ze mną już długo i nie robi większych postępów, to umawiamy się, że możemy się spotykać i razem śpiewać, ale już bez koncertowania.
To musi być trudne
– Bardzo trudne. Chyba najtrudniejsze w tym zawodzie. Ale czuję, że ta uczciwość to mój obowiązek wobec uczniów. Na szczęście rzadko muszę mówić takie rzeczy. Zawsze staram się szukać takich rozwiązań, żeby każdego na tę scenę wpuścić, nawet z kwestią mówioną czy niewielkim fragmentem utworu, w którym ta osoba „daje radę”. Z piosenką jest trochę jak z przymierzaniem butów, trzeba dobrać ten odpowiedni rozmiar dla kogoś. Najbardziej cieszy gdy uda się to pokazać i ktoś, kto wiele lat występował przeciętnie teraz nagle błyszczy, bo to właśnie ta piosenka, jego rozmiar . Największym darem jest nasza różnorodność. Dużo szkół wokalnych stara się narzucić nam jedną definicję tego jak powinno się śpiewać. Najnowsze trendy mówią jednak, że powinniśmy odchodzić od ujednolicania głosu na rzecz poszukiwania indywidualnych cech. Każdy ma inne predyspozycje, inną budowę czaszki czy długość i grubość strun głosowych. To wszystko wpływa na barwę głosu i ostateczny wydźwięk.
A co czeka nas w lutym podczas muzycznych walentynek?
Będzie się działo. Będę miała przyjemność zaśpiewać osobiście, wystąpią także moje absolwentki i uczniowie, Marysia Kokoszka (studentka musicalu), Zofia Łazarz, Anna Waśniowska, Kornelia Woda, Anastazja Maćkowska, a także zespół Dźwięczni. Swoje wiersze zaprezentuje Maja Obijalska. Zatańczy brzeska grupa Let’s Dance – Show Team pod kierunkiem Gabrieli Jacak. Połączenie pięknych wokali z tańcem współczesnym. Już się nie mogę doczekać!
Zdążyłem już zapomnieć, że ciebie nie trzeba gonić do pracy, tylko powstrzymywać przed kolejnymi szalonymi pomysłami.
– Czasem tak! (śmiech) Od akustyków czy techników uczę się co jest wykonalne, a czego ze względów technicznych po prostu nie da się zrobić. Ale czasem okazuje się, że to tylko tak wygląda, że się nie da, a chłopaki z MOK-u potrafią wyczarować prawdziwe cuda i urzeczywistnić te moje „niemożliwe” wymysły. Chyba nie jestem łatwym współpracownikiem, tym bardziej jestem wdzięczna, że dyrekcja pozwala na te realizacje.

Powspominajmy. Rok 2012. Program „Musicale”. Jedno z pierwszych większych przedsięwzięć realizowanych w nowo wybudowanym RCKB.
– „Musicale” wspominam ciepło. Pamiętam, że wtedy robiłam nawet autorskie tłumaczenie do jednego z utworów z filmu Grease. Ale zaczynając od początku – skąd się tu wzięłam? Chodziłam do liceum w Bochni i udzielałam się muzycznie, ale brakowało tam miejsca by występować. Poznałam fajnego chłopaka grającego na skrzypcach (który notabene jest teraz moim mężem) i ten fajny chłopak zaprosił mnie na koncert, w którym grał. To był koncert Niedziela Miłosierdzia w kościele Miłosierdzia Bożego. Po wysłuchaniu koncertu już wiedziałam, że chcę do nich dołączyć, choć dojazdy z Leszczyny do Brzeska były dość skomplikowane. Po Koncercie Rafał przedstawił mi Pana Krzysztofa Szydłowskiego, który powiedział żebym przyszła na próbę. I tak to się zaczęło.
Trzy lata później na tej samej scenie prezentowałaś już swój dyplomowy recital „Oblicza kobiety”. Był stres?
– Ogromny. Ale miałam poczucie, że jestem otoczona przez przyjaciół. To nie byli opłaceni muzycy a przyjaciele, lub doświadczeni muzycy, którzy chcieli mnie wesprzeć – choćby wspomniany już pan Krzysztof. Były też nieistniejące już Brzeskie Smyczki…
I tu anegdota: do popularnej piosenki „Sex appeal” mieliśmy z moim mężem Rafałem opracowaną specjalną choreografię. Dużo ćwiczyliśmy, bo w drugiej zwrotce miał on do wykonania kilka charakterystycznych gestów. A ja w stresie zamiast drugiej zaśpiewałam dwa razy pierwszą zwrotkę. Publiczność się nie zorientowała, ale biedny Rafał nie wiedział jak ma się na tej scenie zachowywać. Po zakończeniu całego programu przyszedł czas na bis, a publiczność wybrała właśnie ten utwór, więc miałam okazję by się poprawić. I wiesz co? Znowu zaśpiewałam tak samo!
A ty się jeszcze stresujesz?
Tak, ale to już trochę inny stres. Podczas koncertu myślę raczej myślę o tym jak przekazać publiczności te emocje. Staram się czerpać siłę z ich reakcji. Ale jestem bardzo krytyczna wobec samej siebie. Z podopiecznych prawie zawsze jestem zadowolona, ale jeśli chodzi o mnie, to zwykle znajdę jakieś potknięcie. Zawsze chcę coś poprawić.
Po dyplomie, rozgościłaś się tu na dobre…
– Pamiętam, że ukończyłam kurs umuzykalniania metodą Carla Orffa i poszłam do ówczesnej dyrektor MOK Małgorzaty Cuber, żeby zapytać czy mogłabym wynająć salę by prowadzić takie zajęcia. A ona na to: „Porozmawiamy jutro, bo teraz mam wielki problem. Ewelina (Ewelina Stępień, obecna dyrektor MOK, która wtedy była instruktorką śpiewu – przyp. red) nie może prowadzić tylu uczniów a ciągle ktoś nowy chce się zapisać”. „Mogę przyjść jutro” – odpowiadam. Wzięła wtedy moje CV, które wysłałam jej już dużo wcześniej i bardzo się ucieszyła, że problem udało się tak szybko rozwiązać.
Dwa lata temu odgrywałaś główną rolę w spektaklu „Miłością pokonać zło”. Jak to jest wcielić się w prawdziwą osobę, która przeszła przez tak niewyobrażalne piekło (mowa o Mali Zimetbaum, brzeszczance zamordowanej przez nazistów – przyp. red)?
– Intensywnie się do tego przygotowywałam. I nie chodzi tylko o przygotowania muzyczne. Bardzo dużo czytałam o historii Brzeska, o losie brzeskich Żydów. Miałam takie poczucie, że im więcej będę wiedziała, tym lepiej uda mi się zbliżyć do tej postaci. Teraz inaczej patrzę na te miejsca, które mijam codziennie. To był bardzo trudny projekt, może nawet najtrudniejszy. Pan Michał Pastuch napisał wspaniałe aranżacje. Wszyscy dużo pracowali pod presją czasu. Wiedziałam, że muszę to udźwignąć. Jakby tego było mało to dzień przed występem dostałam zapalenia krtani. Chyba się udało, ale nie zaśpiewałam tak jak sobie to wymarzyłam.
A w tamtym roku podczas finału WOŚP wraz z grupą Konfabulacja zaprezentowaliście twoje autorskie utwory.
– Moje teksty. Muzykę napisał Krzysiek „Arnold” Michalski. To coś najpiękniejszego w dotychczasowej artystycznej drodze. Wykonywanie własnych utworów to inny poziom wyrażania emocji, bo masz na wszystko wpływ od początku do końca. Staram się nie zagubić tej pasji i realizować mimo braku czasu.
Dokończ zdanie: Za dziesięć lat będę…
– … osobą, która cieszy się życiem, nauczycielką dumną ze swoich uczniów i wokalistką, która realizuje swoje cele.
A co jeśli nie muzyka?
– Jak byłam dzieckiem, to bardzo podobało mi się praca fryzjerki. Na studiach to ja robiłam wszystkim fryzury. W sumie się spełniło, bo robienie fryzur przed spektaklami to moja codzienność. Lubiłam też szyć ubranka dla lalek i teraz też często szyję, gdy przygotowujemy stroje przed występami. Oprócz wykształcenia muzycznego, jestem etykiem stosowanym. To pomaga z kolei trafiać w sedno przy interpretacji tekstu. Więc wygląda no to, że jeśli nie muzyka, to… muzyka!
Rozmawiał Konrad Wójcik
Rozmowa ukazała się w Brzeskim Magazynie Informacyjnym
w styczniu 2026 r.

