To nie jest wstyd, czyli rozmowa o tym, jak nie dać zginąć tradycji

(Archiwalny materiał autorstwa Mai Zachary, który ukazał się w Brzeskim Magazynie Informacyjnym w marcu 2026 roku)

To nie jest wstyd, czyli rozmowa o tym, jak nie dać zginąć tradycji

Czy strój ludowy to tylko muzealny eksponat, czy może wciąż żywy element kultury? Dla pani Karoliny i pana Marcina, którzy kilka tygodni temu na chrzcinach córki pojawili się w kompletnych strojach – krakowskim i góralskim, odpowiedź jest jasna. Na wspomnianej uroczystości strój ludowy przywdział również ich syn, a dziewczynka miała na sobie białą krakowską spódniczkę w różowe kwiaty i wyszywany gorset z białego aksamitu. Małżonkowie od jakiegoś czasu mieszkają w Porębie Spytkowskiej. Z zaangażowaniem opowiadają nam o swojej pasji oraz tłumaczą, dlaczego warto walczyć z utartymi schematami i sięgać do szaf po lekko zapomniane stroje ludowe.

Dla pana Marcina, pochodzącego z gór, noszenie ubrań typowo regionalnych na ważne uroczystości jest naturalną manifestacją lokalnej tradycji. W jego rodzinnych stronach strój jest „żywy”. Dla pani Karoliny, pochodzącej z Bochni, stał się ważnym elementem po poznaniu męża. Pomimo, iż mąż nosi tradycyjny strój góralski, ona postawiła jednak na strój krakowski, by podkreślić swoje pochodzenie.

Para przyznaje, że noszenie stroju poza swoim rodzinnym regionem wiązało się początkowo z dyskomfortem i obawą przed byciem „widowiskiem”. Pan Marcin wspomina, że za pierwszym razem czuł się bardzo niekomfortowo, ale z czasem oswoił się z reakcjami. Zdają sobie sprawę, że ich obecność w strojach wzbudza zainteresowanie i czyni z nich „atrakcję”. Reakcje bywają różne. W większości odbiór jest pozytywny, jednak czasami zdarzają się złośliwe komentarze.

Dawna funkcja informacyjna, a współczesne bariery

Kiedyś strój nie był tylko ozdobą – pełnił funkcję komunikatu. Mówił o stanie cywilnym (panny nosiły wianki, mężatki – czepce. Kawalerowie mieli pióra u kapeluszy, a żonaci mężczyźni musieli je wyjąć), statusie materialnym (liczba klamer u pasa, bogactwo zdobień), a nawet o pochodzeniu z konkretnej wsi (drobne różnice w haftach).

W dzisiejszych czasach skompletowanie stroju ludowego wiąże się z niemałymi trudnościami. Dlaczego? Stroje są drogie. Przykładowo, sam strój męski to wydatek rzędu 2,5 tys. zł, a kompletny strój to kilkanaście tysięcy. Haft maszynowy obniża cenę, ale wciąż jest to spory wydatek. Dodatkowo trzeba brać pod uwagę trudności w utrzymaniu: stroje wełniane i zdobione nie nadają się do prania, wymagają wietrzenia i specjalistycznego czyszczenia. Filcowe portki góralskie są wygodne, ale „gryzące”, co może zniechęcać dzieci.

Czynnikiem umożliwiającym panu Marcinowi regularne noszenie stroju było wypożyczenie go ze Związku Podhalan, do którego należy. Strój ma u siebie na dłuższy czas, co zachęca do jego zakładania na większe święta. Pani Karolina kompletowała swój strój – ma już spódnicę, koszulę i korale, które dostała od rodziny. W pełnym stroju na chrzcinach mogła pojawić się, dzięki pomocy zespołu regionalnego, który pożyczył jej resztę stroju.

Czy to szansa na powrót do strojów ludowych?

Pani Karolina wraz z mężem mówią nam, że widzą światełko w tunelu. Mają nimi być m.in. zespoły ludowe, ale też zwykli ludzie, którzy chcieliby pielęgnować lokalne tradycje. Rozmówcy wskazują na ważne zadanie zespołów jak choćby „Porabianie” z Poręby Spytkowskiej czy „Majeranki” z Chabówki oraz rolę charyzmatycznych jednostek w popularyzacji strojów wśród dzieci i dorosłych. Ważny jest również udział w warsztatach takich jak szycie spodni i robienie spinek. Umożliwia to nie tylko zdobyć umiejętności, ale też zrozumieć i docenić rzemiosło.

Małżonkowie zachęcają do noszenia stroju regionalnego. Mają oni świadomość, że wiąże się to ze sporymi wydatkami ale jak wspominają, na początek można zacząć od pojedynczych elementów i z czasem kompletować garderobę. Kwiecista spódnica, biała bluzka czy chusta są łatwiej dostępne, a równie ważne.

Zwyczaje i tradycje okołoświąteczne

W rodzinie kultywowanie tradycji nie kończy się na noszeniu strojów ludowych. W rozmowie pojawił się również temat zanikających zwyczajów. Pani Karolina z uśmiechem na ustach wspomina bieganie do potoku po Wigilii: „W rodzinie męża istniał zwyczaj, że po Wigilii wszyscy, w zasadzie zawsze boso, biegli do potoku, by obmyć twarz i ręce. Wierzono, że zapewni to zdrowie i nikt nie zachoruje”. Nasza rozmówczyni opowiada o kulinarnych wyjątkach, z którymi się spotkała, jak na przykład „bicie się jajkami” w Wielkanoc. To zwyczaj polegający na uderzaniu o siebie dwóch jajek i wyłanianiu „mistrza” z najtwardszą skorupką. W niektórych domach w wigilię przed opłatkiem jadło się chleb z czosnkiem lub jabłko na początku dnia. Najciekawsze jednak mogą wydawać się „podłazy” i psikusy. Zwyczaje związane z odwiedzinami kawalerów u panien po pasterce oraz psikusami robionymi sąsiadom (wynoszenie wozu, rozrzucanie siana). Rozmówcy zauważają, że były one bardzo lokalne i mogły różnić się nawet między sąsiednimi wsiami.

Pasje i plany na przyszłość
Pan Marcin jest pasjonatem i samoukiem w hafciarstwie. Swoją przygodę zaczynał od naszywek zespołów muzycznych, a później przeniósł tę umiejętność na haftowanie elementów strojów ludowych. Podkreśla, że haftowanie wymaga cierpliwości i precyzji. W przypadku ciężkiego filcowego materiału, praca wymagała dużo siły i z tego powodu zajmowali się tym właśnie mężczyźni.

Małżeństwo planuje kontynuować noszenie strojów na większe okazje i stopniowo kompletować własne elementy. Pani Karolina uszyła już spódnicę, dostała w prezencie koszulę i marzy o własnym gorsecie wyszywanym cekinami. Mają nadzieję, że ich przykład zachęci innych do sięgnięcia po stroje z szaf. Są pełni optymizmu, że w przyszłości w ich miejscowości będzie więcej osób chodzących w strojach.

Pani Karolina i pan Marcin są ludźmi, dla których tradycja ludowa nie jest przeżytkiem, a częścią codzienności. Codzienności łączącej w sobie osobiste historie, refleksje nad regionalnym zróżnicowaniem, wiedzę o symbolice i funkcji stroju, a także praktyczne spojrzenie na wyzwania związane z kultywowaniem dziedzictwa w XXI wieku. Z zaangażowanie zachęcają do przełamywania barier i zaczynania od małych kroków, by wspólnie cieszyć się pięknem polskich strojów ludowych, które – jak pokazują porównania z innymi kulturami – są wyjątkowe i warte pielęgnowania.

Rozmawiała Maja Zachara
Rozmowa ukazała się w Brzeskim Magazynie Informacyjnym
w marcu 2026 r.

Powrót na górę
Skip to content
Ta strona internetowa jest zobowiązana do zapewnienia dostępności cyfrowej dla osób niepełnosprawnych. Stale poprawiamy komfort użytkowania dla wszystkich i stosujemy odpowiednie standardy dostępności. Nieustannie poprawiamy komfort użytkowania dla wszystkich i stosujemy odpowiednie standardy dostępności.
Stan zgodności