“Chyba nieźle mi idzie!” – wywiad z Jędrzejem Rosą

W kwietniowo-majowym wydaniu Brzeskiego Magazynu Informacyjnego ukazał się wywiad z Jędrzejem Rosą, który w rozmowie z Konradem Wójcikiem opowiedział m.in. o pracy w Radiu Nowy Świat, współtworzeniu gier komputerowych oraz współpracy z aktorami i lektorami przy realizacji audiobooków i podcastów. Dla tych, którzy nie znają naszego rozmówcy, warto podkreślić, że Jędrzej urodził się z wrodzoną amputacją wszystkich kończyn, co dodaje jego osiągnięciom wyjątkowego znaczenia.

Dziś prezentujemy Państwu pełen zapis tej rozmowy – bez skrótów związanych z ograniczonym miejscem w wydaniu gazetowym.

Chyba nieźle mi idzie”

Jędrzej Rosa znany jest brzeskiej publiczności głównie jako piosenkarz. Przez lata występował w wielu lokalnych grupach wokalnych. Obecnie mieszka z żoną w Warszawie, gdzie realizuje audycje w Radiu Nowy Świat, utworzonym niedawno przez byłych dziennikarzy radiowej „Trójki”.

Co sprawia, że czujesz się wyjątkowy?

– Chyba to, że nie jestem takim zwykłym szarym człowieczkiem. Czuję, że ludzie mnie lubią, że łatwo nawiązuję kontakty. Utwierdził mnie w tym wynik niedawno zakończonej zbiórki (internetowa zbiórka na nowe protezy, została zakończona w niecałe 48 godzin – przyp. red.). To było wielkie zaskoczenie.

Pytam, ponieważ każdy materiał na Twój temat dostępny w sieci bądź prasie, skupia się wyłącznie na twojej niepełnosprawności. Nie masz poczucia niesprawiedliwości, że każde twoje osiągnięcie zawsze jest ukazywane właśnie przez taki pryzmat?

– Na pewno trochę tak jest, ale nie mogę całkowicie się od tego odciąć. Taki się urodziłem, nie uległem wypadkowi, by pamiętać inne czasy i chcieć za wszelką cenę do nich nawiązywać. Jest to niepełnosprawność bardzo widoczna, więc nie dziwi mnie, że ludzie właśnie tak mnie postrzegają. Nie mam z tym problemu. Praca, którą wykonuję jest pracą głównie manualną, więc jest naturalne, że z początku każdy dziwi się, gdy widzi co robię.

Kończysz studia na Akademii Dziennikarstwa i Realizacji Dźwięku w Warszawie. Decyzja o opuszczeniu rodzinnego miasta przyszła łatwo?

– Odwiedzałem Warszawę już kilka lat temu, robiąc prawo jazdy. Wcześniej przez dwa lata mieszkałem w Krakowie, więc byłem w pewnym sensie obyty z życiem w dużym mieście. Podczas udziału w programie TVP „Przyjaciel do zadań specjalnych” poznałem dyrektora Akademii, który zaproponował, że dostanę stypendium, które pozwoli mi studiować. Mimo że dość szybko „polubiłem się” z Warszawą, to decyzja o przeprowadzce nie była łatwa. Rodzice nie byli do końca przekonani do tego pomysłu. Mieli na uwadze choćby sytuację, gdy na przejściu dla pieszych w Krakowie złamała mi się proteza. W ciągu dwóch godzin tata był już na miejscu i zabrał mnie do protetyka. Wiedzieli, że w Warszawie nie będzie to takie proste.

Realizacja dźwięku to w twoim przypadku niezbyt oczywisty wybór.

– To prawda. Panuje stereotyp, że osoby niepełnosprawne powinny wybierać zajęcia, które nie wymagają aż takiej sprawności manualnej. Moje zainteresowanie nagłośnieniem narodziło się podczas uczestnictwa w Grupie Teatralnej pani Agaty Podłęckiej, gdzie prócz występowania często brałem udział w nagłośnieniu. Ta pasja z czasem ewoluowała. Nie skupiam się teraz na oprawie wydarzeń, a na realizacji audycji radiowych i projektów audiowizualnych.

Pracujesz z wieloma wyjątkowymi postaciami, jak choćby Wojciech Mann, Michał Nogaś, Zbigniew Zamachowski czy Tomasz Raczek. Czułeś dużą tremę przed pierwszym spotkaniem z nimi?

– W Radiu Nowy Świat jestem rodzynkiem. Koledzy, z którymi tam pracuję mają zdecydowanie większe doświadczenie. Wcześniej zaledwie przez dwa lata pracowałem w Radiu Kampus. Pamiętam mój pierwszy dyżur z Wojciechem Mannem. Miałem ogromną tremę, choć szybko okazało się, że niesłusznie. To przecież normalni ludzie, z większością z nich jestem na „ty”. Starają się ułatwiać nam pracę, nie kopią pod nikim dołków… W radiu panuje świetna atmosfera.

Jak wyglądała twoja rozmowa o pracę?

– Muszę wrócić myślami do mojej pracy w Radiu Kampus, bo to właśnie dzięki ludziom, których tam poznałem dostałem się do większości miejsc, w których teraz jestem. Jednym z głównych technicznych pracowników RNŚ jest mój szef z Radia Kampus. Rozmowę prowadził zmarły niedawno Krzysztof Łuszczewski. Pokazał mi konsoletę i kazał sprawdzić czy dam sobie radę. No i dałem. Realizowałem audycje już pierwszego dnia funkcjonowania radia. To był wyjątkowy dzień. Czuliśmy, że bierzemy udział w czymś absolutnie wyjątkowym.

A jakie były twoje obowiązki w Radiu Kampus? Można porównać te dwie rozgłośnie?

– Myślę, że nie ma sensu porównywać tych rozgłośni, bo mają raczej inny profil działalności i kierunkują się na innego odbiorcę. A moje obowiązki? Są właściwie takie same. Może z tą różnicą, że teraz jako realizator jestem w studiu emisyjnym razem z prowadzącym, a w „Kampusie” było dla nas osobne pomieszczenie. To diametralnie zmienia specyfikę pracy. Przeżyłem w tej akademickiej rozgłośni wspaniały czas. Do dziś zdarza mi się zaglądać do chłopaków, czasem pomagam przy audycjach.

Może podzielisz się radiową anegdotą, opowiesz o jakiejś wpadce?

– Jeżeli chodzi o wpadki, są one głównie spowodowane sprzętem, bo technika czasami zawodzi. Ale ciekawa była sytuacja, gdy mieliśmy na antenie połączyć się z profesorem Jerzym Bralczykiem. Okazało się, że pan profesor o tym zapomniał i spał w najlepsze. Dopiero nasz telefon go obudził. Na szczęście dzieje się to poza anteną, na tak zwanym offie, ale nie mogliśmy przestać się śmiać i ciężko było się skupić prowadzącym na wejściu na żywo.

Obie rozgłośnie o których rozmawiamy funkcjonują w internecie. Myślisz, że to koniec analogowego radia?

– Nadawanie w sieci to wolność, nie ogranicza nas właściwie nic. Nie mamy nad sobą Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, nie obowiązują nas ograniczenia… Internet uwalnia niezwykłe możliwości. Dostajemy maile od ludzi, którzy słuchają nas z całego świata. Antena FM nie daje takiego zasięgu. Zresztą coraz więcej dużych rozgłośni „wchodzi” ze swoją działalnością do sieci. Ale czy oznacza to koniec tradycyjnego radia? Myślę, że jest to nieuniknione, ale jeszcze nie teraz. Potrwa to pewnie jeszcze jakieś dwie, trzy dekady, bo wiele osób słucha radia w samochodach czy na tradycyjnych odbiornikach.

Nie ograniczasz się tylko do radia. Pracujesz z lektorami przy powstawaniu audiobooków i zwiastunów. Masz swój wkład w powstanie kilku gier komputerowych, choćby niedawnego The Rat Project.

– Zrealizowaliśmy już demo. Teraz powstaje pełna wersja gry. Moje zadanie to jej udźwiękowienie, co jest jednym z późniejszych etapów pracy. Teraz jest czas na pisanie kodu, animacje itp. Spodziewam się więc, że deweloperzy odezwą się w okolicach września lub października, aby zlecić pracę na dubbingiem czy dźwiękami do gry. Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy jak wiele elementów w grach trzeba udźwiękowić. Każde kliknięcie myszką na buteleczkę, gałąź czy nawet piasek ma swój unikalny dźwięk. Miałem też przyjemność uczestniczyć w tworzeniu profesjonalnego dubbingu do modyfikacji, która fabułą jest osadzona w sadze legendarnej serii Gothic. Najwięcej przyjemności sprawia mi praca z głosem, czyli realizowanie podcastów, audiobooków, dubbingu…

Brzeszczanie znają cię jednak głównie jako wokalistę. Pamiętasz swój pierwszy koncert?

– To był chyba występ w konkursie o Muszlę św. Jakuba jeszcze w czasach szkoły podstawowej. Przygotowywał mnie pan Andrzej Piotrowski. Zaśpiewałem zwrotkę i refren, zapomniałem dalszego tekstu, postałem chwilę na scenie i uciekłem. Potem tata właściwie siłą zaciągnął mnie na zajęcia wokalne, które prowadziła w MOK-u pani Ewelina Stępień. Takie były niechlubne początki mojej „kariery” muzycznej (śmiech). Potem już jakoś poszło. Występowałem z Grupą Teatralną GT, w spektaklach realizowanych przez MOK oraz w kilku chórach. Mieliśmy też zespół, który zajmował się oprawą ślubów. Teraz rzeczywiście śpiewam mniej.

Trudno było podjąć decyzję o zaprzestaniu występów?

– Musiałem dokonać wyboru, po której stronie mikrofonu chcę być. Nie stało się to jednak z dnia na dzień. To przychodziło stopniowo, a spowodowane było głównie zmianą miejsca zamieszkania. W Krakowie zapisałem się do chóru gospel, ale nie uczęszczałem tam długo. W Warszawie nie znalazłem swojego kąta, jeżeli chodzi o śpiew. Nie mogę powiedzieć, że odcinam się od śpiewu, ale obecna praca całkowicie mnie pochłania. Mówiąc kolokwialnie „lubię robić to, co lubię”. To praca, pasja i hobby w jednym. Nie wymieniłbym tego na nic innego. Chyba najlepszym dowodem na to jest fakt, że wstawanie we czwartki o czwartej rano nie sprawia mi problemów, bo wiem, że czeka mnie kolejny niezwykle ciekawy dzień.

Możesz powiedzieć, że miejsce, w którym teraz się znajdujesz to spełnienie marzeń?

– Można tak to nazwać, choć moje marzenia zmieniają się bardzo dynamicznie. Gdy osiągnę jeden cel, zaraz wyznaczam sobie nowy. Chcę ciągle się rozwijać. Marzenia weryfikuje zresztą rzeczywistość. Nigdy nie brałem pod uwagę, że będę radiowcem. Chciałem produkować muzykę, nagrywać artystów, dostawać złote płyty (śmiech). Teraz jednak wiem, że moim miejscem jest właśnie radio.

Na koniec bardzo proste pytanie: ile masz lat?

– Dwadzieścia cztery. Przynajmniej jeszcze przez kilka miesięcy.

A na ile się czujesz? Twoimi doświadczeniami życiowymi można obdzielić kilka osób.

– Gdy rozmawiam z ludźmi, szczególnie na tematy związane z niepełnosprawnością, mam wrażenie, że rzeczywiście przeżyłem bardzo dużo, czuję jakbym miał ponad czterdzieści lat. Często słyszę to od moich znajomych. Kiedyś inaczej podchodziłem do tego tematu, chciałem mieć protezy kosmetyczne (pozwalają one na bardzo realistyczne odtworzenie utraconych kończyn – przyp. red.), maskować swoją niepełnosprawność. To co ludzie powiedzą, było dla mnie ważne. Teraz znam swoją wartość i nie mam potrzeby ukrywania swojej niepełnosprawności. Może zabrzmi to nieskromnie, ale myślę, że sporo osiągnąłem. Chyba nieźle mi idzie.

Rozmawiał Konrad Wójcik
Rozmowa ukazała się w Brzeskim Magazynie Informacyjnym
w numerze kwiecień-maj 2021

Powrót do góry
Skip to content
Ta strona internetowa jest zobowiązana do zapewnienia dostępności cyfrowej dla osób niepełnosprawnych. Stale poprawiamy komfort użytkowania dla wszystkich i stosujemy odpowiednie standardy dostępności. Nieustannie poprawiamy komfort użytkowania dla wszystkich i stosujemy odpowiednie standardy dostępności.
Stan zgodności